środa, 17 lipca 2013

1 litre of tears



8/10

Inne tytuły: Ichi ritoru no namida, 1リットルの涙
Gatunek: dramat, młodość, familijny
Reżyseria: Murakami Shosuke, Kinoshita Takao
Premiera: 2005
Ilość odcinków: 11
Czas trwania: 46 minut
Na podstawie: „1 litre of tears”- pamiętników Ayi Kitou
Obsada: Sawajiri Erika, Nishikido Ryou, Matsuyama Kenichi, Fujiki Naohito, Yakushimaru Hiroko
Ikeuchi Aya to zwykła piętnastolatka, której rodzina prowadzi sklep z tofu. Jej pragnieniem jest dostanie się do jednego z najlepszych liceów w mieście. W dniu egzaminów przysypia w autobusie i tym samym przegapia swój przystanek. Biegnąc do szkoły, przewraca się i rani w nogę. Wtedy poznaje Asou Haruto, który postanawia jej pomóc i podwozi ją na swoim rowerze do szkoły. Pomimo spóźnienia, udaje się jej pomyślnie zdać egzaminy i dostać do wymarzonego liceum. Wkrótce po tym, zaczynają się dziać z nią dziwne rzeczy. Coraz częściej traci równowagę i upada prosto na twarz, ma problem z widzeniem i chwytaniem różnych przedmiotów. Zaniepokojona tym matka dziewczyny, postanawia zabrać ją na badania do szpitala. Diagnoza jest jednoznaczna- Aya choruje na ataksję rdzeniowo-
móżdżkową, która przy obecnym stanie medycyny jest niczym innym, jak podpisaniem wyroku śmierci. U osoby cierpiącej na tą chorobę stopniowo zanika możliwość swobodnego poruszania się, przykuwając ofiarę najpierw do wózka inwalidzkiego, a następnie do łóżka. Później paraliżowane są umiejętności płynnego mówienia, jedzenia a na końcu również i oddychania. Aya początkowo załamana tą informacją, postanawia nie poddawać się i walczyć jak najdłużej się da, przy wsparciu rodziny i swojego najbliższego przyjaciela, którym zostaje Asou. Choroba jednak prędko daje o sobie znać, rozwijając się w bardzo szybkim tempie. By nie stracić pogody ducha, Aya zaczyna pisać pamiętnik, dzięki któremu może przelać na papier wszystkie swoje myśli i emocje.
 Główna bohaterka jest zwykłą nastolatką, która lubi spędzać czas z przyjaciółmi i ma marzenia jak wiele dziewczyn w jej wieku- ukończyć wymarzoną szkolę, pójść na studia, wyjść za mąż i założyć rodzinę. Jednak drogę w realizacji przerywa jej okrutna choroba, nie dająca możliwości na normalną przyszłość. Mimo to, Aya nie zamierza się poddawać i walczy twardo dalej, chociaż z roku na rok jest jej coraz trudniej. Drama ukazuje kolejne stadium jej choroby. Z czasem, gdy nie ma już siły w nogach, musi zacząć jeździć na wózku inwalidzkim. Wtedy zaczynają się problemy w szkole, ponieważ budynek nie jest przystosowany do osób niepełnosprawnych. Aya zmuszona jest opuścić swoją ukochaną szkolę, ponieważ zaczęła stanowić problem dla innych uczniów. Jej ciało ma coraz bardziej ograniczone możliwości, w końcu nie może już nawet wstać ze szpitalnego łóżka. Stopniowo odsuwają się od Ayi najbliżsi przyjaciele, w tym również chłopak, w którym była zauroczona. Pozostaje przy niej praktycznie tylko rodzina oraz Asou. I to właśnie na niego największy wpływ ma wola walki Ayi i jej optymistyczne podejście do życia, pomimo okrutnych rokowań. Przez pewne wydarzenie z przeszłości, zamknął się w swojej skorupie, powoli jednak otwiera się ponownie na świat i ludzi. Warto wspomnieć, że nie ma tutaj specjalnie zarysowanego wątku miłosnego. Owszem, Asou czuje coś więcej do Ayi i vice versa, ale nie o miłość do grobowej deski tutaj chodzi. Do samego końca zostaje najbliższą jej osobą, wspierając ją na każdym kroku.
Aya Kitou
 „1 litre of tears” oparte jest na autentycznej historii. W latach 1962-1988, w Japonii naprawdę żyła Aya Kitou [ nazwisko głównej bohaterki zostało zmienione na potrzeby dramy].  W wieku piętnastu lat poznała prawdę o swojej chorobie. Chociaż było jej niesamowicie ciężko i często płakała, nie poddała się do samego końca. Świadectwem jej walki z chorobą są pamiętniki, które pisała do momentu, kiedy tylko mogła utrzymać w ręce długopis. Zostały one opublikowane po raz pierwszy w Japonii w 1986 rok, dwa lata przed śmiercią Ayi. Tylko do dzisiaj, w samej Japonii pamiętnik rozszedł się w ponad 18 milionach egzemplarzy i pomimo tego, że minęło już ponad dwadzieścia pięć od jej śmierci, jej słowa wciąż podnoszą na duchu wiele osób zmagających się z tą chorobą, na którą wciąż nie ma lekarstwa… To właśnie na podstawie tych pamiętników została zrealizowana drama. Pod koniec każdego odcinka pojawiają się nawet zdjęcia Ayi oraz fragmenty jej wypowiedzi. Fikcyjną postacią jest za to Asou, który został wprowadzony na prośbę rodziców dziewczyny. Matka Ayi powiedziała, że naprawdę chciałaby, żeby jej córka miała kogoś takiego w swoim życiu, kto podnosiłby ją na duchu i wspierał do samego końca.
W główną bohaterkę wcieliła się Sawajiri Erika, której rola Ayi przyniosła sporą popularność i dwie nagrody dla najlepszej aktorki. Przepadam za nią średnio, ale trzeba przyznać, że zagrała naprawdę dobrze, szczególnie, że to nie była to prosta rola i łatwo w takich popaść w przesadę, jednak Sawajiri udało się stworzyć wiarygodną postać. I to chyba do tego stopnia, że rok później znowu dostała rolę umierającej dziewczyny w dramie Taiyou no uta. Ostatnio jednak jej kariera nieco podupadła i poza „Helter Skelter”, który wywołał sporo kontrowersji, nie zagrała w niczym szczególnym. Asou zagrał Nishikido Ryo, który akurat jest jednym z tych johhnysów, którzy grają naprawdę na przyzwoitym poziomie. Niegdyś też nie lubiłam go jakoś specjalnie, jednak ostatnio im więcej oglądam produkcji z jego udziałem, tym większego przekonania do niego nabieram. Nie będę też ukrywać, że cieszyła mnie bardzo obecność Fujikiego Naohito, którego uwielbiam nie tylko za dobrą grę aktorską… Ostatnio załapałam na niego niezłego bakcyla i oglądam z jego udziałem wszystko jak popadnie. Tutaj wcielił się w rolę w neurochirurga, który zajmował się przypadkiem Ayi. 
 Dramy o chorobach często mają to do siebie, że oscylują na granicy taniej melodramatyczności, na którą ja zawsze muszę się złapać i potem ryczeć jak bóbr, chociaż moje wewnętrzne „ja” próbuje mi przetłumaczyć, że większość tych historii jest po prostu niedorzeczna. Dlatego bardzo długo broniłam się rękami i nogami przed obejrzeniem „1 litre of tears”, chociaż wiele osób próbowało mnie przekonać do obejrzenia, więc w końcu uległam z czystej ciekawości. I chociaż ma w sobie wiele ogranych schematów, to wciąż jest jedną z najbardziej unikatowych japońskich dram, szczególnie w gąszczu ckliwych dramatów, w których logika często wychodzi w połowie i nigdy nie wraca. Chociaż nie płakałam aż tyle co się spodziewałam, [ najwyraźniej wytraciłam już wszystkie rezerwy na inne melodramaty] to mimo wszystko historia Ayi poruszyła mnie i skłoniła do przemyśleń, czy byłabym na tyle silna, by stanąć do walki z taką chorobą. Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się fana japońskich dram- o ile znajdzie się tutaj jeszcze ktoś taki jak ja, kto jeszcze nie miał okazji tego zobaczyć. A jeśli nawet, to uzbrajać się w chusteczki i zabierać do oglądania!
Tak jeszcze na koniec, niedawno stacja MBC ogłosiła, że pod koniec tego roku, wypuści koreański remake z Park Bo Young w roli głównej. Jeśli mam być szczera, zupełnie mi się ta idea nie podoba i nie rozumiem sensu w tym, by maglować tę historię po raz kolejny…

14 komentarzy:

  1. Nie rób mi tego! Ciaaa. już to zrobiłaś, Aiko już płacze! (naprawdę mam łzy w oczach!) Przy oglądaniu tej dramy miałam pełno chusteczek wokół siebie. Niesamowicie wzruszająca, mocna historia Ayi, zapada w pamięci i daje do myślenia. Dla mnie istne 10/10 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat nie płakałam aż tak bardzo, jak się spodziewałam, ale oczywiście bardzo mnie ta historia wzruszyła i dała sporo do myślenia.

      Usuń
  2. Uuuu, minęło naprawdę dużo czasu nim podjęłam się tej dramy, za każdym razem wynajdywałam sobie powód by jej nie oglądać. No ale w końcu to zrobiłam i, niestety mnie wciągnęło. Piszę 'niestety', gdyż zrobiło mi w tamtym czasie sieczkę z mózgu. Akurat miałam w rodzinie przypadek osoby śmiertelnie chorej (niestety zmarła), więc dałam sobie dodatkowo chybiony strzał.
    Drama chwyci za serducho, jednak są takie życiowe problemy, przy których każdy człowiek wymięka. Wyjątkowo udana produkcja wśród tej całej japońskiej sieczki. Bardzo dobrze się oglądało, czasem zaśmiało, czasem zapłakało.
    I mogłam się pogapić na Nishikido.. :D:D

    Koreańska wersja? A feee...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też bardzo długo to zajęło i też miałam milion pretekstów, by odłożyć to na później. W końcu jednak udało mi się zmotywować i nie żałuję, że to obejrzałam.

      Zgodzę się z tym, że " 1 litre of tears" wyróżnia się na tle melodramatów, które w Japonii produkowane są masowo, to większość z nich jest po prostu tandetna, przez którą ja nie mogę przebrnąć, a jak czytam opinie na internecie, to ludziom się to podoba O.O

      Boję się tej koreańskiej wersji^^ Ostatnio to jednak jakaś nowa moda w tym kraju, co i rusz pojawia się jakiś remake japońskiej dramy.

      Usuń
  3. Tak bardzo ryczałam na tej dramie T__T
    Jest piękne i naprawdę smutna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja płakałam mniej, niż się spodziewałam, ale mimo wszystko i tak się wzruszyłam;)

      Usuń
  4. Wybacz, ale nie przeczytam teraz Twojej recenzji, a to dlatego, że na weekend planuje zacząć ją oglądać, więc nie chcę psuć sobie niespodzianki. Jedno wiem na pewno muszę przygotować tonę chusteczek.

    A mogłabyś mi podać tę stronę z której korzystasz?

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj zachęcasz... ^ ^ Chciałam to obejrzeć, teraz chcę nawet jeszcze bardziej, jednak jestem pewna, że będę ryczeć jak popadnie, więc póki co nie chce się chyba dołować ;) Obejrzę w najbliższej przyszłości. Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak Japonię kocham próbowałam obejrzeć tę dramę trzy raz, lecz miałam takie podejście jak Ty na początku. No nie mogłam się przeboleć, nawet Nishikado mnie nie zachęcił. Nie przepadam po prostu za fabułą, gdzie od początku wiadomo, ze ktoś będzie musiał umrzeć. Inaczej się to miało z Kamisama mou sukoshi dake lub Deep Love, ale tam w sumie nie do końca było wiadomo jak potoczą się losy głównej bohaterki. Deep Love mnie baaaardzo zdziwiło.

    Natomiast nie miałam pojęcia, że 1 Litre no Namida jest na podstawie pamiętników. Wow. Muszę przyznać, że po tej informacji nabrałam do tej dramy nieco inną postawę. Uwielbiam wszelkiego rodzaju historię na faktach, zarówno na ekranie jak i w książkach. Chwilowo niby mam czas, ale i tak narzekam, że nie mam. Pracuję nad recenzją "Dzieci Ciemności" i tak cholernie ciężko jest mi zebrać myśli po tym filmie, że muszę się czymś "odmóżdżyć". Jednak ... chyba przekonam się do namidy ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopisuje tą drame do listy "OBEJRZEĆ". Zachęciło mnie zwłaszcza to, że jest na faktach oraz, że wątek miłosny nie jest wyraźnie zarysowany (brak mi ostatnio chęci na romanse).
    Będę musiała pamiętać, żeby położyć chusteczki w pobliżu gdy się za nią wezmę :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Oglądałam i muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie płakałam tak na dramie i zaczęłam troszkę bardziej doceniać zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  9. W życiu nie oglądałam żadnej dramy, jedyna, która mnie interesowała okazała się tak głupia, że tłumaczki, które chciały się za nią zabrać, odpuściły :D
    To tutaj jednak wygląda naprawdę interesująco. Wiem, że w japońskim społeczeństwie traktuje się osoby niepełnosprawne prawie jak śmieci, że mangi takie jak Real są rzadkością. Istnienie takiej dramy, dobrze zagranej i uznanej, bardzo mnie interesuje, może kiedyś się za ten tytuł zabiorę.

    OdpowiedzUsuń
  10. trochę więcej niż litr łez w moim przypadku
    drama była godna obejrzenia

    obserwuje :3

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jestem fanką japońskich dram. Ba! Nawet nigdy żadnej nie obejrzałam, chociaż przymierzam się do tego od dłuższego czasu. Zdecydowanie zachęciłaś mnie do obejrzenia "1 litre of tears", tym bardziej, że (jakkolwiek by to okropnie zabrzmiało) lubię tego typu historie.

    OdpowiedzUsuń