sobota, 31 sierpnia 2013

Kyou koi wo hajimemasu

 6/10
Inne tytuły: Love for begginers, Today, I’ll start out love, 今日、恋をはじめます
Gatunek: romans, szkolny
Reżyseria: Furusawa Takeshi
Premiera: 2012
Czas trwania: 121 min
Na podstawie: mangi „Kyou koi wo hajimemasu”, autorstwa Minami Kanan
Obsada: Matsuzaka Tori, Takei Emi, Yamazaki Kento, Shinkawa Yua
Zwiastun: Tutaj
Hibino Tsubaki [Takei Emi] to dziewczyna zakompleksiona i gustująca w ubraniach niemodnych co najmniej od dekady. Jej jedynym sposobem na szczęście jest czesanie innych osób- głównie młodszej siostry. Tsubaki zaczyna właśnie naukę w nowym liceum i ma nadzieję na nowe przyjaźnie, a przede wszystkim miłość. Nie będzie to jednak łatwe, kiedy całe życie zabiegało się o to, by nie rzucać się w oczy innym ludziom. Ale już w pierwszy dzień poznaje najpopularniejszego i najprzystojniejszego chłopaka w szkole, który na dodatek nazywa się podobnie do niej- Tsubaki Kyouta [Matsuzaka Tori]. Chłopak jednak nie ma przyjacielskich zamiarów i obiera sobie Hibino na swój obiekt kpin. Całuje ją nawet na oczach całej klasy, żeby jeszcze bardziej ją upokorzyć, przez co Tsubaki mając mu nożyczkami przed nosem, wygraża się, że obetnie mu za to włosy.
Przynosi to oczywisty skutek, że Kyouta zaczyna postrzegać Tsubaki jako kogoś więcej, niż tylko swoją ofiarę. Jako, że dziewczyna nie ma żadnego poważania w oczach kolegów, pomaga jej zorganizować szkolny festiwal i namawia do tego również innych.

Kyou koi wo hajimemasu jest takim typowym shoujo, aż do bólu głowy. Główna bohaterka jest upośledzoną społecznie dziewczyną, która akurat zaczyna naukę w nowym liceum i gdzie chce być postrzegana jako fajna osoba, a nawet nie wie, że spódnice za kolana przestało się nosić z dobre kilkanaście lat temu. Oczywiście nie w głowie jej takie rzeczy jak nauka, chce tylko zawierać nowe przyjaźnie i koniecznie spotkać jakiegoś chłopaka, najlepiej takiego, który będzie towarzyszył jej aż do grobowej deski.  Wspiera ją w tym jej młodsza siostra Sakura [Shinkawa Yua], która pomimo mentalności dwunastoletniej dziewczynki, reagującej na wszystko piskiem [ o takiej dużej wysokości decybeli, że jest ona szkodliwa dla zdrowia, szczególnie psychicznego], jest bardziej obeznana w TYCH tematach i zawsze gotowa jest służyć jej dobrą (?) radą. I tak jej droga krzyżuje się z największym dupkiem i playboyem, który zdążył zaliczyć połowę żeńskiej populacji w liceum jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego. I który tak naprawdę dupkiem nie jest, ale udaje [ bo to jest kawaii], ponieważ nie może sobie poradzić z traumą z dzieciństwa, przez powoduje problemy w relacjach z kobietami. Ale jego światopogląd zmienia niezbyt atrakcyjna koleżanka z klasy i odkąd zaczyna się z nią zadawać, staje się taki do rany przyłóż. A gdy już się zeszli, było słodko, dopóki nie pojawił się ktoś trzeci, w tym przypadku jest to dawna znajoma Kyouty, która powraca z USA. Hibino dodatkowo dorabia do tego swoją ideologię i bach, zerwanie gotowe. Chwila, czy czasem nie było już tego w 12436323 innych seriach? No właśnie.

Film jest adaptacją wciąż wychodzącej mangi, autorstwa Minami Kanan. Czytałam ją dosyć dawno i jak w przypadku wielu innych shoujo, dałam sobie spokój gdzieś po kilkunastu rozdziałach, coś mi jednak tam w głowie zostało. I tu pewnie zawiodę fanów wersji papierowej, że film bardzo odstaje od swojego pierwowzoru, już praktycznie od samego początku. Jak chociażby to, że w mandze, Tsubaki faktycznie obcięła Kyoucie włosy, za to ten jej zagroził, że odbierze jej wszystkie pierwsze razy. Ale kto nie czytał mangi, niech mi uwierzy na słowo, że te odstępstwa wyszły w tym wszystkim tylko na lepsze i bez tego film jest znacznie zdrowszy. Dzięki Bogu, pominięto takie kwiatki jak próby gwałtu, domniemane molestowanie seksualne i przemoc w rodzinie. Bohaterowie i tak już są przesłodzeni, więc wciskanie tam jeszcze więcej melodramatyzowania, zrobiłoby tylko z tego drugą „Koizorę”. Co mnie jednak zawsze najbardziej dzierży w adaptacjach mang, to wpychanie dziwnych efektów dźwiękowych, kiedy ktoś np. mruga oczami czy kiwa głową. Albo wiszą im nad głowami jakieś chmurki czy wykrzykniki… może w anime wygląda to uroczo, ale w filmie już niekoniecznie, szczególnie gdy wygląda to jak nabazgrane na szybko w paintcie.
Takei Emi niewątpliwie jest jedną z bardziej obiecujących młodych aktorek ze sporym potencjałem na przyszłość, co udowodniła chociażby swoją podwójną rolą w „W no higeki”. Jednak póki co, poza udziałem w filmie Miikiego Takashiego, ma na swym koncie głównie drugorzędne dramy i dwie filmowe adaptacje mang- Kyou koi wo hajimemasu właśnie oraz Rurouni Kenshin.  Matsuzaka Tori, po początkach w produkcjach toukatsu, ewoluował na całkiem inny poziom, by potem przyjąć rolę w adaptacji „Wojny planet”- kultowego anime z lat 70. Mnie przez cały film osobiście bardziej interesowały innego jego walory niż gra aktorska…i to skutecznie uciszyło mój zdrowy rozsądek, który podpowiadał mi, żeby w ogóle po ten film nie sięgać. Matsuzaka wraz Takei po raz drugi wcielili się w parę- pierwszy raz był w 2011 roku, w dramie „Asuko march”.


Podsumowując, „Kyou koi wo hajimemasu” to prosty film o nastolatkach, które mają głupie problemy nastoletniego wieku, a rozdmuchują to do miana jakieś Armagedonu. Mnie osobiście szybko zaczęło się nudzić, cóż to przecież za rozrywka, jeśli z góry wiadomo co się wydarzy i jak to się skończy- dlatego do shoujo mam dość ambiwalentne podejście. Chociaż ostatecznie nie jestem jakoś bardzo rozczarowana seansem, bo i moje wymagania nie były jakoś specjalnie wysokie. Fani gatunku mogą się poczuć bardziej zadowoleni niż ja. Na leniwe popołudnie w sam raz.  

19 komentarzy:

  1. Dla mnie Takei Emi jest za dużo wszędzie, ale w odróżnieniuod Gouriki Ayame, którą też wszędzie chwalą, Emi ma jakiś talent. Tori jest za to naprawdę fajnym aktorem. Ja przeglądałam tylko rawy, bo nie mogę się zabrać za film, ale kilka osób mówiło mi, że w odróżnieniu od mangi, film da się obejrzeć XDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie tak samo, wszędzie jej pełno i na każdą kolejną produkcję z nią reaguję już alergią xd A co do Gouriki to się zgodzę. Dla mnie jest naprawdę słabą aktorką i jej to już w ogóle oglądać się nie da, a wszędzie jej pełno.
      Haha, ja ten film tylko dla Toriego obejrzałam. Gdyby nie on, to w życiu bym po to nie sięgnęła.

      Usuń
    2. Zgadzam się absolutnie! nawet nie macie pojęcia jaka byłam zła kiedy zobaczyłam ją u boku Sato w ekranizacji Kenshina. Oj ... Wkurzała mnie niezmiernie, a tak lubiłam tę postać ... Ale szalę przeważyło to, że franca zrobiła wywiad z Takahashi Yu. Ooooo ... nie lubię jej, ale w wielu fajnych produkcjach występuję na szczęście/nieszczęście dla niej i nas.

      Usuń
  2. Hyym.. nie jestem jakoś przekonana. Filmy na "nudę" są dobre na "nudę" ale jest wiele innych, które mogę wypełnić nam ten czas, nieco bardziej orzeźwiającą fabułą.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej obejrzę, ale nie dla fabuły, ale aktora, bo Tori zaciekawił mnie już od momentu zobaczenia przypadkiem jego zdjęć xD Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też oglądałam to tylko dla niego, hahaxd

      Usuń
  4. Świetna recenzja, koniecznie muszę obejrzeć ten film ^^ Zapowiada się na prawdę fajnie i wydaje mi się, że ktoś mi już o nim kiedyś mówił :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, obejrzę na pewno! Tori jest jednym z moich ulubionych aktorów :) Genialna recenzja! Emi też wydaję się być fajna ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo go lubię;) Emi trochę mniej, ale to głównie dlatego, że wszędzie jej pełno.

      Usuń
  6. Widziałam tylko oavkę, która była taka sobie. Za to polubiłam mangę i jeśli już miałabym coś o tym powiedzieć to jedno z najlepszych romansideł. Nie wiem czy mam ochotę na dramę.. ale dobrze wiedzieć, że jest (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OAV nie oglądałam, bo w ogóle shoujo oglądam raz na ruski rok. Nie jest to gatunek, za którym przepadam i rzadko kiedy coś mi się naprawdę podoba. Mangę czytałam przez jakiś czas i nie przypadła mi w ogóle do gustu, ale jak już mówiłam, ciężko mnie zadowolić.

      Usuń
  7. Oo XD czytając opis miałam wrażenie, że do druga Koziora, serioo :P Jednak mimo wszystko czasami taki film jest naprawdę bardzo dobrą odskocznia, gdy oglada się bardziej normalne dramy. To samo mogę powiedzieć o Koziorze, choć fabuła od razu była przewidywalna, to jednak mimo wszystko nie nudziło się na seansie. Sama nie wiem, jeżeli ktoś dużo ogląda dram/filmów o takiej tematyce jak Kyou koi wo hajimemasu, to z pewnością kolejne produkcje będą go nudzić. Mnie mimo wszystko twoja recenzja zachęciła do obejrzenia tego filmu, więc dopisuję go do planowanych :P. Jestem ciekawa, czy mnie również znudzi, czy jednak pozostawi nieco inne uczucia ;p

    OdpowiedzUsuń
  8. W ogóle nie oglądam filmów - tylko anime. Nawet nie zabrałam się jeszcze za dramę, która przesłała mi Otai xD Za to za "Kyou koi wo hajimemasu" jako mangę - kiedyś może sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a co to za drama? ^^

      Ja trochę czasu "Kyou koi wo hajimemasu" czytałam, ale potem dałam sobie spokój, haha. Shoujo to nie dla mnie.

      Usuń
  9. zapowiada się calkiem milo! Z nudów może kiedyś obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Co mnie jednak zawsze najbardziej dzierży w adaptacjach mang, to wpychanie dziwnych efektów dźwiękowych, kiedy ktoś np. mruga oczami czy kiwa głową. Albo wiszą im nad głowami jakieś chmurki czy wykrzykniki… może w anime wygląda to uroczo, ale w filmie już niekoniecznie, szczególnie gdy wygląda to jak nabazgrane na szybko w paintcie. " O to, właśnie to! Dlatego jestem tak sceptycznie nastawiona do dram i innych japońskich, aktorskich produkcji. Te efekty kompletnie się nie sprawdzają w tego typu produkcjach. Jak tak czytałam tę recenzję to coś mi zaświtało w głowie, że gdzieś już taki opis fabuły widziałam i wtedy skojarzyłam, że to coś ma chyba jakieś krótkie OVA. Romansów nie lubię, szczególnie takich typowych, ostatnio coraz częściej kusi mnie by zacząć przygodę z tą aktorską częścią japońskich produkcji, ale zdecyduję się chyba na inny tytuł. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuję, to jakieś tam OVA powstało, ale nie oglądałam [ w ogóle shoujo oglądam od święta, bo nie przepadam za tym gatunkiem]. Pewnie nic dobrego z tego nie wyszło, bo takie 2-3 odcinkowe anime na podstawie mang zazwyczaj nie mają większego sensu, gdy fabuła jest pocięta na strzępy.

      Ja już od dłuższego czasu oglądam i dramy i filmy, ale dalej mnie takie efekty denerwują. Gdyby to było jeszcze jakoś wykonane, a tak to... Na szczęście są i takie, gdzie czegoś takiego nie ma^^

      Usuń
  11. Mangi nie czytałam, więc pewnie nie przeszkadzałoby mi odbieganie od niej. Od czasu do czasu lubię coś takiego obejrzeć, więc pewnie się skuszę. Poza tym Takei Emi kojarzę z programów rozrywkowych i chciałabym zobaczyć jak gra.

    OdpowiedzUsuń